Musandam — rejs dhow po fiordach Omanu

Chasab, Oman

Będąc w Dubaju, warto rozważyć wizytę także w sąsiednim Omanie. To drugi co do wielkości kraj Półwyspu Arabskiego, mający wiele do zaoferowania — 1700 km linii brzegowej. Chcemy zobaczyć tam znacznie więcej, ale na pierwszy wyjazd wybraliśmy Musandam. Wiele biur podróży oferuje pakiety z transportem z Dubaju. Do wyboru są dwie bazy dla rejsów dhow po Musandam: Dibba i Chasab (Khasab). Zdecydowałem się na Chasab — leży dalej na północy i, sądząc po relacjach w internecie, jest bardziej atrakcyjny.

Odebrano nas z Dubaju o 6:20 — w zależności od lokalizacji hotelu może to być 6:00 albo 7:00. Do przejechania jest niemal 200 km, a uczestnicy wycieczki są odbierani z różnych miejsc/hoteli w Dubaju. Trochę czasu zajmuje też przekroczenie granicy z Omanem. Kierowca jechał z tą samą piekielną prędkością co większość miejscowych kierowców. Około 9:00 dotarliśmy do granicy z Sułtanatem Omanu. Koszt przekroczenia granicy: 70 AED za wyjazd z ZEA i 50 AED za omańską wizę turystyczną (ważną 10 dni).

Po wjeździe do Omanu droga robi się bardzo malownicza — biegnie tuż przy linii brzegowej. Miejscami wspina się wysoko w góry Hajar, skąd rozciągają się wspaniałe widoki na Zatokę Arabską. Z tego miejsca do Iranu jest bardzo blisko — tylko 60 km drogą morską. To niezbyt dobrze skrywana tajemnica miejscowych: między Iranem a Omanem/ZEA kwitnie handel (przemyt), ale podobno tylko dozwolonymi prawnie towarami. Według lokalnego przewodnika przemytnicy z Iranu przywożą najczęściej przyprawy, np. szafran, a z Omanu wywożą na swoich łodziach głównie telewizory i inny nowoczesny sprzęt elektroniczny.

Do portu w Chasab dotarliśmy o 10:00 i od razu zaokrętowaliśmy się na dużą, wygodną, tradycyjną drewnianą łódź zwaną dhow (wymawiane: dau). Turystami opiekowała się trzyosobowa załoga: przewodnik, sternik i pomocnik ogólny.

Na naszej łodzi byli turyści z Francji, Japonii, Szkocji, Niemiec i Polski. Po kilku minutach łódź wypłynęła. Wkrótce znaleźliśmy się na otwartych wodach, a po 10–15 minutach wpłynęliśmy do najdłuższego i największego fiordu w regionie — fiordu Chasab. Widoki podczas rejsu są naprawdę majestatyczne i spektakularne. Na wybrzeżu fiordu wciąż istnieje 5 miejscowych wiosek.

Mieszkańcy żyją z rybołówstwa, jest ich łącznie kilkuset. Rząd Omanu codziennie dostarcza im za darmo wodę pitną i prąd, mając nadzieję zachować te lokalne społeczności. Naszym pierwszym postojem na kąpiel była Telegraph Island — wyspa, na której Brytyjczycy podczas swojego krótkiego pobytu w regionie ułożyli podwodny kabel telekomunikacyjny. Działał on tylko w latach 1864–1869. Na wyspie wciąż widać pozostałości stacji przekaźnikowej i kwater operatorów.

Po przerwie popłynęliśmy dalej w głąb fiordu. Nagle dołączyły do nas delfiny. Między naszym dhow a drugą łodzią popisywały się swoimi umiejętnościami — wyskakiwały z wody, a czasem pływały pod wodą do góry brzuchem, co mogliśmy obserwować z bardzo bliska. Turyści krzyczeli z radości, gwizdali i klaskali. Delfiny cieszyły się tym spotkaniem tak samo jak my. Podobno w 99% rejsów jest szansa zobaczyć delfiny w ich naturalnym środowisku — obecnie żyje ich w fiordzie prawdopodobnie około trzystu.

Potem zjedliśmy smaczny lokalny lunch: curry z kurczaka, ciecierzycę, ryż, sałatkę, hummus i arabski chleb. Przez cały rejs dostępne były też napoje bezalkoholowe i owoce — banany, pomarańcze, jabłka. Można też było do woli pić arabską herbatę i kawę.

Po dotarciu do najdalszej części fiordu był kolejny postój na kąpiel, przy wyspie Seebi. Na większości łodzi dhow dostępny jest sprzęt do snorkelingu, ale mieliśmy też swój. Woda jest czysta i przyjemna — snorkelując bliżej brzegu można zobaczyć kolorowe ryby i zachwycające podwodne stworzenia. Nawet teraz, w styczniu, temperatura wody wynosi około 20–21°C — można tu pływać przez cały rok.

Po przerwie łódź ruszyła z powrotem do Chasab, zatrzymując się jeszcze na chwilę przy kolejnej wiosce. Wróciliśmy do Chasab o 15:30, gdzie czekały już na turystów mikrobusy. Wsiedliśmy do naszego i dotarliśmy z powrotem do Dubaju około 18:30. Część turystów wykupiła pakiet z noclegiem w hotelu w Chasab — myślę, że to dobry pomysł, żeby zostać tam dłużej. Tym razem musieliśmy niestety wracać od razu.

Jedynym minusem są śmieci, które czasem widać w wodach fiordu. To bolesne patrzeć, jak takie piękno jest niszczone przez nieodpowiedzialnych ludzi. Potrzeba edukacji zarówno mieszkańców, jak i turystów, żeby zachowywali się właściwie i nie śmiecili — zwłaszcza miejscowi i rząd powinni dbać o zachowanie tego pięknego skrawka ziemi.

Galeria — Musandam, Chasab

Informacje praktyczne

Standardowo pakiet wycieczki do Musandam obejmuje: odbiór z hotelu/miejsca zamieszkania, transport w obie strony klimatyzowanym samochodem lub minibusem, całodniowy rejs dhow, lunch na pokładzie i sprzęt do snorkelingu. Niektórzy organizatorzy wliczają koszt wizy w cenę, inni nie — warto się upewnić, ile dodatkowo zapłaci się na granicy.

Wybraliśmy firmę Khasab Tours i polecam ich usługi. Dzień przed wycieczką szczegóły zostały potwierdzone telefonicznie. Kierowca przyjechał punktualnie, a wszystkie zapowiadane atrakcje zostały zrealizowane. Zdecydowałem się na Khasab Tours, bo mają siedzibę w Chasab, a ich cena obejmowała też koszt wiz (na 1 lutego 2014 jednodniowy pakiet z Dubaju kosztował 550 AED z wizami wliczonymi w cenę). Pełną ofertę można znaleźć na stronie www.khasabtours.com — mają też biuro w Dubaju, więc łatwo się z nimi skontaktować.

Jeśli ktoś wolałby zarezerwować hotel w Musandam samodzielnie, bez problemu znajdzie noclegi w Chasab (w momencie naszej wizyty były tam tylko trzy hotele) oraz w Dibba.

Przewijanie do góry